Najpierw nos. Czuć smażone, takie chrupkie – pewnie budka przy ulicy Piastowskiej znowu robi ruch, do tego ten lekki dymek z grilla, obok pachnie mokry asfalt po krótkim deszczu, serio uwielbiam. Światło z latarni rozlewa się po kamieniach, miga neon nad Rynkiem, a z daleka niesie się śmiech i szmer rozmów, czasem bas z głośnika, tak jakby ktoś ćwiczył set pod Jezioro Bielawskie. I człowiek łapie to wszystko na klatę, no wiesz, jakby miasto samo mówiło chodź, zobacz co się tu dzieje… Bielawa potrafi tak zakręcić, że zapominasz o całym świecie.
A potem – ludzie. Ktoś zagaduje o nic, ktoś szuka pretekstu, by przejść się tym mostkiem koło parku, ktoś przysiada na ławce i już wiesz, że z takimi wieczorami nie ma dyskusji. Bielawa miewa te swoje małe tajemnice, ot życie, tu jeden uśmiech, tam drugie mrugnięcie, i lecimy. Tak szczerze, ja lubię ten bajzel, tempo, przelotne spojrzenia, bo z tego robią się historie, czasem krótsze, czasem na dłużej. Jak chcesz – patrzysz na ogłoszenia towarzyskie Bielawa, jak wolisz – łapiesz vibe z ulicy i po prostu idziesz za muzyką.
I jasne, ktoś powie: to wszystko przypadek. A ja na to – pewnie, ale jak się człowiek rozkręci, to nagle trafia w swoje, nawet jeśli zaczęło się od „idziesz na frytki?”. W takich momentach wchodzi to nasze, hmm, miejskie flirtowanie, lekko, bez spin. Dla niektórych to roksa albo roksa pl, dla innych po prostu sprawdzenie, czy są jakieś sex oferty Bielawa, bo czemu nie, nie wiem czemu mam się krygować. Ktoś inny jeszcze przejrzy anonse erotyczne Bielawa i wybierze spacer pod neonami – byle wieczór trwał dłużej. Bielawa ma talent do tego, żeby wieczorem kleić ludzi jak magnes.
Wiesz co, mnie bawi ta cała kruchość planów – miała być herbata, a wyszedł tańszy koktajl, miała być godzina, a są trzy, miała być rozmowa, a jest… cisza, ale taka dobra. Gdy pada hasło sex randki Bielawa, to śmiecham, bo to brzmi jak instrukcja, a tu chodzi o to, żeby normalnie, po ludzku, z uśmiechem. Czasem ktoś zerknie jeszcze na ogłoszenia matrymonialne Bielawa, czasem nie, i dobrze. Bielawa to nie katalog, tylko scena – Rynek jako kulisy, światło z latarni jak reflektor, Jezioro Bielawskie jak chłodna kurtyna na koniec. I w tym wszystkim my – trochę rozbiegani, trochę niepewni, ale szczęśliwi, bo noc pachnie dobrze i gra do końca.
Poranek jest cichy, mleczny, jakby leniwy oddech miasta przeciekał przez palce, a światło miękko osiadało na dachach, i nawet Rynek brzmi wtedy jak zawieszona nuta, a nie jak scena; ale wieczorem… wieczorem te same kamienie łapią ciepło lamp, widzę jak plamki złota drżą na bruku, i nagle czuję, że wszystko jest bliżej, łatwiejsze, że można wyszeptać proste zdanie bez specjalnych planów, tak szczerze.
Rano stukają kubki, ktoś przemyka ulicą Piastowską, powietrze pachnie chlebem, i jest w tym jakaś poukładana nadzieja, że dzień zrobi porządek; a potem przychodzi zmrok i Bielawa odsłania miękkie krawędzie, wybrzmiewają głosy, drobne śmiechy, niepewności też, ale takie ludzkie, czułe, i nawet jeżeli coś się gubi, przecinek, myśl, to dobrze, bo to żywe, nie wymyślone od linijki, serio.
W południe jezioro bywa gładkie, a wiaterek stawia małe ząbki na wodzie, lecz dopiero po zachodzie Jezioro Bielawskie staje się lustrem dla rozmów, spojrzeń, tego prostego pragnienia by być obok, choćby przez chwilę; i tak, czasem ktoś w telefonie szuka frazy sex spotkania Bielawa, innym razem patrzy na sex-spotkania, a ja myślę, że to w gruncie rzeczy tylko ścieżki do tego samego – do ciepła dłoni na chłodnym murku, do „hej”, do „chodźmy kawałek”, no wiesz.
Bywają wieczory, kiedy włóczę się bez mapy, przechodzę z Rynku w stronę wody, i czuję, jak kroki same robią rytm, zbyt wolny dla planów, zbyt szybki dla ciszy, i wtedy myślę, że Bielawa jest jak piosenka, której refren znasz, ale w zwrotce zawsze coś cię zaskoczy; ktoś rzuci pół-żartem, pół-od serca, a ja odpowiem, może zbyt długo, z powolnym uśmiechem, i z tego powstają spotkania w Bielawa, niedoskonałe i prawdziwe, urwane myślniki, zawahania, ot życie.
Mam też swoją małą słabość do historii przypadkowych, takich nieplanowanych, i tak, czasem ktoś poleca mi takie miejsce w sieci, o którym ktoś wspominał, a czasem ja po prostu idę w stronę świateł, gdzieś między Piastowską a cichszym zakrętem przy jeziorze, i czuję, że rozmowa sama się urodzi, że wieczór niesie, nawet jeśli zgubię wątek, a przecinek postawię za późno – i chyba o to chodzi, by pozwolić, żeby miasto dopowiadało resztę.
(Mały moduł branżowy, tak na marginesie) Słyszę czasem, że na innych stronach – roksa, roksa sx, odloty albo nawet jakieś escort pl – ludzie przeklikują różne działy i trafiają na sex anonse, bo szukają podpowiedzi, mapki dla emocji; a przecież to tylko początek, bo prawdziwy rytm nadaje rozmowa, spojrzenie, ten lekki zawrót głowy tuż przed „to jak, idziemy?”.
A kiedy wreszcie noc rozlewa się na dobre, Bielawa brzmi pełniej, jaśniej, i mam wrażenie, że latarnie pamiętają więcej niż my; wtedy wolę iść wolno, słuchać tych małych historii przy ławkach, dotknąć chłodnego poręcza, zahaczyć o mostek, popatrzeć jak w wodzie kołyszą się słowa, a jeśli ktoś zapyta, gdzie zajrzeć przed spacerem, to odpowiedź bywa różna, czasem skręca w stronę praktyki, innym razem w marzenie.
Bo wieczór lubi niedomknięte nawiasy, a Bielawa, powtórzę, potrafi je pogodzić; raz w locie, raz z pauzą, trochę przewrotnie, trochę szeptem, i w tym wszystkim jest miejsce na prostą wymianę myśli, na gest, na spokój, który przychodzi nie dlatego, że plan został wykonany, tylko dlatego, że ktoś był obok, że droga z Rynku nad wodę miała właśnie taki smak, lekko słony, lekko słodki, i że jutro – może – powtórzymy to znów.