…jakby w pół zdania, no wiesz, czasem tak jest. Idę powoli i czuję, jak Bolków oddycha cicho, jakby na palcach. Most nad Nysą Szaloną trzyma to wszystko w jedną całość, a ja wpatruję się w ludzi, nie w kamienie. Starszy pan na rowerze mruży oczy, dziewczyna w czapce przygryza wargę, ktoś nerwowo bawi się kluczami. Z rynku dobiega szuranie krzeseł, ktoś jeszcze sprząta, śmiech się snuje, raz bliżej, raz dalej. Ulica Zamkowa zwęża oddech, serio, jakby mówiła: już po dniu, zwalniaj.
Tak szczerze? Łapię się na tym, że nie tyle miejsca, co twarze zapisują mi się pod powiekami. Ten lekki uśmiech, zawstydzone spojrzenie, dłonie w kieszeni. To miasto ma swój rytm i nie jest to tylko rytm kroków. Czasem wyjmuję telefon i wpisuję odruchowo… sex randki Bolków. I wtedy niby nic się nie dzieje, a jednak serce szybciej, bo to słowa z krwi i kości, potrzebne, żeby nie czuć się samą. Ktoś powie: ech, internet. A ja: ot życie. Wiem, są ogłoszenia towarzyskie Bolków, są też te całe anonse erotyczne Bolków, co ludzie przeglądają ukradkiem w autobusie. Słyszałam od koleżanki o roksa, podobno kiedyś to było „to miejsce”, a ja tylko wzruszam ramionami. Może i racja, może i nie.
No wiesz, nie mam w tym wielkich teorii. Gadam prosto, bo inaczej nie umiem. Kiedy wieczór wsiąka w kurtki i włosy, myśli wędrują, że ktoś mógłby dotknąć dłoni, nie słowami, tylko obecnością. Bolków wtedy maleje do rozmiaru dwóch ławek przy moście i jednego za krótkiego „hej”. A w sieci – układają się różne ścieżki, sex oferty Bolków, czasem nawet takie nieoczywiste drogi, które prowadzą do rozmów bez zadęcia. Czy to straszne? Nie wiem czemu miałoby być. Przecież każdy szuka po swojemu.
Patrzę jeszcze raz na rynek. Stoi spokojny, jak scena po spektaklu. I myślę, że Bolków to ludzie, którzy mijają się i czasem zatrzymują. Że ktoś zostawił uśmiech pod latarnią, ktoś inny ślady butów w błocie. Że ja też, w swoim tempie, zbieram te drobne sygnały. A jeśli kiedyś natrafię na czyjeś ogłoszenia matrymonialne Bolków i poczuję, że to ten rytm – to po prostu odpowiem. Prosto. Bez wielkich słów, bez przecinków na miejscu. Bo bliskość nie ma regulaminu, ma oddech. A to miasto… lubi szept.
…i patrzę na to wszystko jakby z boku. Rynek prawie pusty, krzesła jeszcze stukają, barman w granatowym polarze robi ostatnie kółko szmatką po blacie. Dwie dziewczyny przy kiosku śmieją się za głośno, chłopak w za dużej kurtce udaje luz, a ma w oczach ten niepokój na pięć minut do końca dnia. Bolków lubi wieczorem zwalniać, tak szczerze, jakby robił krok w tył i pytał: no i co teraz, ludzie?
W takich chwilach – serio – bardziej słyszę oddechy niż klaksony. Patrzę na dłonie, na to jak ktoś poprawia fryzurę w ciemnym oknie, jak inny sprawdza telefon i udaje, że to tylko powiadomienia z pogody. A potem, nie oszukujmy się, wstukują to swoje hasło, niby bez emocji: sex spotkania Bolków. I już wiadomo, że to nie architektura gra pierwsze skrzypce, tylko spojrzenia, te wszystkie „hej”, których brakło w dzień. Ot życie, nic wielkiego, a jednak – dużo.
Idę w stronę mostu przy zamku, trochę chłodniej, ale ładniej, bo ciszej. Para z siwym psem przystaje, rozmawiają półgłosem, ona kiwa głową, on szuka słów. To takie sceny, które się pamięta, nie średniowieczne mury, tylko to mrugnięcie, gdy ktoś chce zostać jeszcze pięć minut dłużej. Jak ktoś pyta o prostą drogę, to ja, no wiesz, bez pudru: jest sex-spotkania i tyle. Nie wszyscy lubią gadać godzinę o niczym, czasem chodzi po prostu o to, żeby ustalić godzinę i nie robić z tego opery. A Bolków… to miasteczko z małymi odwagami.
Po ulicy Zamkowej schodzą dwie osoby, każde w swoją stronę, i jakoś tak widać, że nie o historie z folderu chodzi, tylko o to, żeby trafić na tego „swojego człowieka”. Ktoś zapyta, czy to w ogóle działa. Cóż, spotkania w Bolków brzmią dziwnie, a jednak… zagadujesz, piszesz, czasem się mijasz, czasem trafiasz. Jedno „dobra, to za pół godziny?” i już, mniej gadania, więcej bycia. Ja lubię, jak ludzie są zwyczajni, trochę nieporadni, bez scenariusza.
A w sieci, tak między nami, i tak każdy kiedyś przewinął roksa, ktoś inny roksa sx, znajomy mówił o odloty, ktoś rzucił escort pl. I tak porównują, co gdzie gra, gdzie więcej, gdzie ciszej. Zresztą, jak ktoś szuka ogłoszeń z krwi i kości, to i tak spojrzy w sex anonse i sprawdzi, czy pasuje mu to tempo, ten ton rozmowy. Bez lukru, bez obietnic na wieczność, tylko – czy się dogadamy dzisiaj.
Czasem ktoś mi pisze: słyszałem o takim kącie, wiesz, takie miejsce w sieci, o którym ktoś wspominał. I ja nie robię z siebie eksperta, nie muszę. Mnie interesuje, czy po drugiej stronie jest człowiek, co nie udaje gwiazdy. Proste potrzeby, prosty plan, bez zadęcia.
Wracam jeszcze na rynek, latarnie jak stały, tak stoją, a ludzie robią te swoje mikro-gesty. Facet z plecakiem rusza szybciej, jakby już miał odpowiedź; dziewczyna patrzy w górę, w te ciemne okna i uśmiecha się do siebie, jakby się na coś cieszyła. Ten Bolków jest mały, ale w tych kilku ulicach mieści się sporo prób i błędów, sporo śmiesznych pomyłek, nawet zgubionych przecinków w wiadomościach. I to jest okej. Bo tu nikt nie potrzebuje fajerwerków – wystarczy ciepły ton głosu, dokładna lokalizacja przy moście i to: „będę”.
Końcówka dnia robi się miękka, oddech wolniejszy. Most szumi, a Ulica Zamkowa oddaje echo kroków, jeszcze dwie pary miną się bez słowa. I w tym wszystkim Bolków – dla jednych przystanek, dla innych start. Ja to biorę, jak jest: trochę przypadków, trochę odwagi. Jak komuś się nie chce grzebać w teorii, to znajdują chwilę, sprawdzają, piszą, a potem już bez planu. Bo ludzie, nie mury, robią klimat.