Zapach mokrej cegły, glina, ciepłe pieczywo z piekarni pod murem – miesza się z chłodem. Światło z witryn w Rynku przykleja się do policzków, żółte plamy na płaszczach. Słychać metal – most kolejowy nad Bobrem, ten niski pomruk, pociąg jak oddech. Szybkie kroki, stuk obcasów, ktoś się śmieje za długo. Migają dłonie, gesty, oczy, takie krótkie błyski… i już – przepadły.
Wchodzę w uliczkę, ciaśniej, ciszej, chociaż nie do końca. Ktoś mówi „hej”, ktoś „dawaj”, i w tym gąszczu wieczoru przewijają się małe historie. Tak szczerze – nie lubię planów, wolę znak, zapach perfum, jedno spojrzenie na próbę. Bolesławiec ma ten miękki rytm, przyzwyczajasz się, a potem cię niesie. Ktoś szepcze, że sex randki Bolesławiec działają lepiej po dwudziestej drugiej, nie wiem czemu, może przez to światło. Przeglądasz ogłoszenia towarzyskie Bolesławiec ukradkiem, palcem po ekranie, jakbyś poprawiał kołnierz. I nagle – pasuje.
Rynek jeszcze mruga, ale już myślę o ludziach, nie o kamieniach. Twarze. Ten uśmiech, co mówi „spokojnie”, ten śmiech, co mówi „chodź”. No wiesz, czasem wpadnie słowo roksa w rozmowę, jak stary żart, niby przypadkiem. A obok – sex oferty Bolesławiec, niby link, a tak naprawdę pretekst. Most nad Bobrem znowu gra, stuk, stuk, jak metronom. Zerkam na witrynę, cienie przesuwają się po szybie – i tyle, już ich nie ma. Ot życie.
Schodzę w dół, na chwilę w stronę ulicy Piłsudskiego, chłodniej, ale ludzie cieplejsi, dziwne. W kieszeni drży telefon, te wszystkie anonse erotyczne Bolesławiec potrafią znaleźć człowieka szybciej niż on znajdzie siebie, serio. Sygnał, dwie litery, trzy kropki… i nagle masz spotkanie, bez fanfar, za to z miękkim śmiechem. Bolesławiec to nie mury – to dłonie, głosy, krótkie „cześć”. I to światło, co chce zostać na skórze dłużej niż powinno. Ja tylko podążam – za zapachem, za dźwiękiem, wiesz. Za ludźmi.
Lubię patrzeć na ludzi, proste. Na Rynku ktoś ciągle poprawia szalik, ktoś inny zjada frytki, jakby od tego zależał jutro. Bolesławiec z tyłu robi tło – wieża, lampy, trochę wiatru – ale najpierw twarze. Dziewczyna w zielonej kurtce mówi do telefonu „spokojnie”, uśmiecha się sama do siebie, gość obok kiwa głową, jakby potakiwał całemu światu. Wieczór jest miękki, taki do rozmowy o niczym i o wszystkim, ot życie.
W bramie dwie osoby omawiają plan, bez planu. „Tak szczerze, po co tyle gadać, zobaczysz po minucie” – słyszę, bo głos się niesie i jest śmiesznie, bo niby poważny temat, a oni się chichrają. Ktoś machnie dłonią, że są miejsca, gdzie klika się szybciej niż mruga – i pada to słowo, zwykłe, praktyczne: sex-spotkania. Bez zadęcia, bardziej jak adres do piekarni niż cokolwiek wielkiego. Wzruszam ramionami, bo i tak najwięcej mówią oczy, nie linki.
Przy moście kolejowym nad Bobrem ludzie dziwnie zwalniają, może przez ten dźwięk z góry, ten stały rytm, który porządkuje oddech. Para oparta o barierkę gada szeptem, oboje się śmieją, przerywają sobie – widać, że się lubią, ale bez przesady. Ktoś obok wyciąga telefon i rzuca półgłosem: sex spotkania Bolesławiec… i już w połowie zdania gubi wątek, bo przechodzi znajoma, macha i wita się po imieniu. Tak to tu działa, serio.
Idę dalej, Piłsudskiego lekko błyszczy po deszczu, w oknie baru miga neon. Facet w czapce próbuje opowiedzieć dowcip kelnerce, kończy trzy razy i trzy razy od nowa, aż w końcu trafia. Śmiać się czy nie? No wiesz. Ktoś opowiada o znajomych, że niby wszystko załatwili przez takie miejsce w sieci, o którym ktoś wspominał – a ja tylko kiwam głową i myślę o ich minach, nie o teorii. W tle słychać widelec o talerz, jakieś „przepraszam” i „spoko”. Spokojniej się oddycha.
A propos, jest taki zwyczaj, że ludzie podglądają, jak inni to robią, bez wstydu. Na innych stronach, jak roksa, roksa sx, odloty, escort pl – też się przewija, porównuje, bez spiny. Zerkają na sex anonse, bo to wygodne, a potem i tak finalnie decyduje uśmiech na żywo. Dwie wiadomości, trzy kropki, spotkanie i już, szybciej niż myślisz.
„To co, spotkania w Bolesławiec czy kawa jutro?” – pyta chłopak przy drzwiach, trochę żartem, trochę serio. Dziewczyna przewraca oczami, ale uśmiech zostaje, więc wiadomo, że raczej „tak”. Biorą płaszcze, płacą drobnymi, wypada im paragon, śmieją się, zbierają jak puzzle. Ja znów patrzę, bardziej na to, jak delikatnie zabiera jej torbę, niż na cokolwiek innego. I lubię ten moment, kiedy cisza robi miejsce na następne słowa.
Nie wiem czemu, ale Bolesławiec uczy cierpliwości do ludzi. Na Rynku patrzysz komuś w oczy sekundę dłużej i już wiesz, czy warto, bez wielkich deklaracji. Jedna para rusza w stronę mostu, druga na autobus, trzecia w kompletnie inną stronę, ich sprawa. Jeśli ktoś szuka ścieżki, a nie mapy – klika sobie w takie miejsce w sieci, o którym ktoś wspominał, sprawdza, przegląda, a potem i tak wraca do rozmowy przy stoliku. I znowu ten śmiech, i znowu pół zdania, i znowu spojrzenie.
Wieczorem Bolesławiec jest najbardziej o twarzach. Ktoś niecierpliwy, ktoś cichy, ktoś, kto słucha tak, że aż zapominasz, gdzie byłeś przed chwilą. Mnie wystarczy, że obok słychać łyki herbaty i czyjeś „opowiedz jeszcze”. Bez presji, bez programu – najpierw ludzie, dopiero potem adresy. A jeśli szukasz prostego skrótu, żeby nie błądzić, to i tak w końcu wrócisz do tego, co działa – do rozmów, do mrugnięcia po zgodzie. I, nie czarujmy się, do rozwiązań wprost, takich jak w tytule, tylko wtedy mają sens.